Pan Tapeusz, czyli przemytnicy, lwy i tapiry

autorstwa Piotra Fryczkowskiego

www.pantapeusz.pl



























Pełna humoru baśń fantastyczna o mądrym przesłaniu i zajmującej akcji. Opowiada o potędze magii, o wędrówce po zamglonych bagnach, bandzie przemytników, morskiej śwince uzależnionej od jedzenia, mocarnej siostrze, służbistym ojcu generale i miłości godnej Romea i Julii, mimo że chodzi o… tapira i lwicę z dwóch zwaśnionych narodów. Młodego czytelnika opisywana historia rozśmieszy, zaciekawi i wzruszy. Dorosły odkryje w niej wdzięczną zabawę literacką skrzącą się nonsensownym żartem, paradoksem, grą słów i konwencji.







Prawa krajowe sprzedane. Wydawnictwo Cursor, Warszawa 2009.

Fragment powieści:
- Za dużo myślę o sobie - pomyślał Tapczy.
Za oknem mgła snuła się długim, nieskończonym szalem, owijając pola i łąki, zaplatając się wokół pni drzew, jakby miała je udusić lub wyrwać z korzeniami.
- I nic mi nie wychodzi – smutno pokiwał trąbą, patrząc na dużą klatkę stojącą w rogu pokoju.
W klatce siedziała ogromna świnka morska, chociaż ze względu na jej rozmiary trafniej byłoby powiedzieć: nie świnka, lecz świnia; i nie morska, lecz oceaniczna. Gryzła (a raczej żarła) ogromną główkę kapusty obracając ją w muskularnych łapach, co wyglądało, jakby malutka brukselka wkręciła się w szpony tokarki.
- Miałaś mniej jeść – spojrzał na nią z wyrzutem.
Świnia chrząknęła znacząco. Z kapusty nic już nie zostało.
- Tylko byś żarła i żarła – rozzłościł się i rzucił w nią kapciem.
Zręcznie, jakby była mistrzynią świata w łapaniu latających kapci, świnka złapała go i połknęła. Czarne paciorki oczu uwypukliły się jeszcze bardziej.
Tapczy już miał cisnąć drugim kapciem, kiedy usłyszał dzwonek do drzwi. Klnąc i potykając się popędził, żeby otworzyć, po drodze gubiąc drugi kapeć.
- Pan Tapeusz te Tapczy? – spytał młody przystojny tapir ubrany w zielony strój listonosza.
- Tak – skinął trąbą Tapczy.
- Mam przesyłeczkę dla pana. Proszę podpisać – podsunął mu żółty kwitariusz.
Tapczy zamknął drzwi. Paczka nie była duża, ale obiecująco grzechotała, kiedy nią potrząsnął.
- Może to kolekcja najprzystojniejszych trąbaczy świata, a może główna wygrana w konkursie na najbardziej odprężającą kąpiel błotną? Kto wie – pomyślał – może ten dzień nie jest taki beznadziejny?
Kiedy usiadł w fotelu, zauważył pewne ożywienie w klatce: świnka skrobała i węszyła podniecona.
- Nie dorwiesz drugiego kapcia – mruknął do niej.
Drżącymi łapami rozwinął paczkę. W środku znalazł drugą paczkę i list:

Szanowny Panie te Tapczy!

Redakcja tygodnika „Przyjaciel Zwierząt” postanowiła nagrodzić Pańskie osiągnięcia hodowlane bezpłatną próbką odżywki dla świnek – Forte Pig! Zapraszamy również na doroczny konkurs „Moja przyjaciółka jest świnią”...

Tapczy zmiął kartkę w kulkę nie czytając do końca. Kopnął ze złością nierozwiniętą paczkę. Świnka chrząknęła znacząco, przysuwając się do ściany klatki, węszyła intensywnie, a oczy niemal wychodziły jej poza kraty.
- Kto dzwonił? – głos ciotki Zefiry dobiegał z pierwszego piętra.
- Czy to przypadkiem nie wuj Anzelm ? – mruknął pod nosem Tapczy.
- Czy to przypadkiem nie wuj Anzelm? – dopytywała ciotka.
- Nie ciociu, listonosz – odpowiedział uprzejmie.
- A, to dobrze, moje dziecko – uspokoiła się – Pamiętaj...
- ... jakby to był wuj Anzelm, masz mi natychmiast powiedzieć – dokończył za nią Tapczy.
- ...jakby to był wuj Anzelm, masz mi natychmiast powiedzieć – rozkazała ciotka.
Ciotka Zefira, która wychowała Tapczego od małego tapirka, od wielu już lat czekała na powrót swojego ukochanego męża Anzelma, który wyruszył na południowy kraniec Wielkich Bagien i dotąd nie wrócił. Do tej pory każdy dzwonek do drzwi wywoływał w niej bardzo silne emocje.
Tapczy powlókł się na górę, do ciotki.
- Nic mi nie wychodzi – zaczął.
- Za dużo myślisz o sobie – pokręciła trąbką ciotka.
- Jestem już stary – żalił się Tapczy.
- A co ja mam powiedzieć? – spytała ciotka - Ty masz dopiero czternaście lat, a ja prawie pięćdziesiąt dwa...
- Znalazłbyś sobie jakąś ładną tapirkę – mruknął Tapczy
- Znalazłbyś sobie jakąś ładną tapirkę, założył rodzinę – ciągnęła ciotka. – Czasem trzeba iść do świątyni i się zastanowić nad sobą, może przyjdą ci do głowy dobre myśli?
- Dobrze, pójdę - pomyślał Tapczy schodząc po schodach. Trochę niepokoiło go głośne chrząkanie połączone z odgłosami przewracania różnych przedmiotów, które słyszał od pewnego czasu. Odruchowo przyspieszył. Teraz juz wyraźnie słyszał cieniutkie zawodzenie spadających na ziemię talerzy, basowy grzmot tłuczonych wazonów i drżenie wszystkich kieliszków w kredensie, jakby ktoś się ocierał o szafę grubym cielskiem.
Kiedy zdyszany zbiegł na dół, zobaczył, jak świnka pożera jego drugi kapeć. Jej oczy przypominały czarne nadmuchiwane piłeczki. Po podłodze walały się resztki papieru, w który zawinięta była odżywka Forte Pig.

*
Świątynię zbudowano w dawnych czasach na skraju Wielkich Bagien. Unosiły się nad nią białe opary, czuć było zgnilizną i wilgocią. To właśnie w tym miejscu zdarzały się cuda, tapiry odzyskiwały węch, prostowały się najbardziej zakręcone trąby i spełniały najskrytsze życzenia. Najwyższym kapłanem był Taepiriusz XI. Na trąbie nosił srebrny pierścień kapłaństwa, a w ręku trzymał małą srebrną wazówkę nazywaną chochlikiem, którym przelewał świętą wodę podczas obrzędów religijnych. Tu skierował swoje kroki Tapczy. Po śwince nawet nie sprzątnął, a jej samej nie zamykał. Może ucieknie? – łudził się nadzieją.
- Po coś tu przyszedł, zbłąkany tapirze? – powitał go kapłan.
- Powiedz mi, co widzisz w przyszłości. Powiedz, czy coś się w moim życiu zmieni..
- Samo to nic się nie zmieni poza porą dnia, mój synu, a i to pewnie również od czegoś tam zależy, tylko my za krótkie mamy trąby, by tę sprawę wyjaśnić. Ale jeśli chodzi o to, co ty możesz zmienić... Idź za mną – rozkazał kapłan.


Kapłan Taepiriusz XI